W 1925 roku na nowojorskim Broadwayu stanęła budka, w której za ćwierć dolara można było dostać osiem własnych zdjęć w kilka minut. Nazywała się Photomaton, a kolejki do niej ciągnęły się dookoła kwartału. Jej twórca, emigrant z Syberii Anatol Josepho, sprzedał wynalazek za sumę, która zapewniła mu spokojne życie do końca dni. Za ten sukces odpowiadał jeden prosty ludzki odruch: chcemy natychmiast zobaczyć swoje zdjęcie i zabrać je ze sobą.
Sto lat później ten sam odruch obsługują na weselach trzy różne urządzenia. Jedno drukuje pasek zdjęć, drugie kręci film, trzecie udaje lustro. Wybór między nimi nie polega na tym, które jest nowsze, tylko na tym, co ma zostać po weselu i kto ma po to podejść.
Fotobudka z wydrukami: prawnuczka Photomatonu
Klasyczna fotobudka najbliżej trzyma się oryginału sprzed stu lat. Tło, aparat, drukarka, obok kosz z gadżetami. Goście wchodzą po trzy, cztery osoby, robią serię ujęć i po kilkunastu sekundach trzymają w ręku ciepły jeszcze pasek zdjęć. Drugi taki sam zostaje w księdze gości, obok wpisu skreślonego długopisem.
Jej przewaga jest bardzo konkretna: podchodzą do niej wszyscy. Babcia w kapeluszu z piór, wujek, który nie tańczył od wesela własnej córki, i dzieciaki wracające po raz siódmy. Nie trzeba wchodzić na podest ani niczego umieć. A pamiątka jest fizyczna, co w czasach, gdy zdjęcia znikają w telefonie między memami a zrzutami ekranu, znaczy więcej niż dziesięć lat temu. Wydruki z wesel sprzed dekady wciąż wiszą na lodówkach. Szczegóły: fotobudka klasyczna.

Fotobudka 360: dziecko festiwali i telefonów
Obrotowa platforma z kamerą na ramieniu przyszła z zupełnie innej strony: z imprez, na których liczyło się nie zdjęcie, tylko materiał do wrzucenia. Stoisz na podeście, kamera zatacza wokół ciebie koło, a z tego powstaje kilkusekundowy film w zwolnionym tempie, z muzyką i efektami. Format jest pionowy, bo taki jest telefon, i w tym tkwi cała tajemnica jej sukcesu: niczego nie trzeba przycinać ani obrabiać, materiał jest gotowy w chwili, gdy się schodzi z platformy.
Na weselu zachowuje się inaczej niż klasyczna. Ludzie wchodzą grupami, wymyślają pozy, wracają w innym składzie, a po trzech podejściach cała sala wie, jak to działa. Zwolnione tempo robi przy tym coś, czego nie zrobi żaden aparat: suknia, marynarka, włosy i konfetti w powietrzu wyglądają w nim lepiej niż w rzeczywistości. Więcej: fotobudka 360.

Fotolustro: sprzęt, który udaje mebel
Fotolustro powstało z bardzo praktycznego problemu: fotobudka z tłem i statywami wygląda na eleganckiej sali jak sprzęt, którym jest. Ktoś więc schował aparat i ekran za taflą lustra. Gość widzi swoje odbicie, na szkle pojawiają się animacje, a po zdjęciu można podpisać je palcem, zanim trafi do druku.
Efekt końcowy jest podobny do klasycznej fotobudki, ale forma zupełnie inna. W pałacu, hotelu albo sali z kryształowymi żyrandolami duże lustro wtapia się w wystrój, zamiast z nim walczyć. Zobacz fotolustro.

Więc która?
Zamiast tabeli z parametrami trzy pytania, które zwykle rozstrzygają sprawę.
- Co ma zostać po weselu? Jeśli papier, który za dziesięć lat wypadnie z książki, to klasyczna albo lustro. Jeśli film, który jeszcze tej nocy obejrzy pół waszego rocznika, to 360.
- Kto ma podejść? Wesele z przewagą rodziny i gości po pięćdziesiątce ciągnie do wydruków. Wesele, na którym połowa sali ma po trzydzieści lat, ustawia się do platformy.
- Jak wygląda sala? W eleganckim wnętrzu lustro najmniej rzuci się w oczy. Platforma 360 potrzebuje przestrzeni dookoła, bo kamera musi mieć którędy jechać.
A jeśli na żadne z tych pytań nie macie jednoznacznej odpowiedzi, to znaczy, że tak naprawdę chcecie dwóch urządzeń, i nie jesteście w tym odosobnieni. Najczęściej wybierany duet to 360 razem z klasyczną: film do sieci i pasek do ręki, dwa stanowiska w dwóch końcach sali, żadnej kolejki. Jako pakiet w cenniku wychodzi taniej niż dwa osobne wynajmy.

Josepho w latach dwudziestych nie przewidział ani zwolnionego tempa, ani pionowego kadru. Przewidział coś trwalszego: że ludzie zapłacą za to, żeby zobaczyć siebie od razu i mieć to ze sobą. Reszta to już tylko kwestia formy.

Planujesz imprezę w Krakowie lub okolicy?
