Andrzejki w firmie. Skąd się wzięło lanie wosku i jak z niego zrobić wieczór dla zespołu

Andrzejki od początku były zabawą, a nie obowiązkiem, i dlatego dobrze sprawdzają się w firmie. Skąd wzięły się wróżby z wosku i jak je ustawić, żeby nikt nie musiał występować.

6 min. czytania
Fotobudka klasyczna z oświetleniem i stolikiem z gadżetami na sali bankietowej

Wosk ze świecy topi się w starej łyżce nad płomieniem. Ktoś trzyma nad miską zimnej wody duży klucz do drzwi, ktoś inny powoli przelewa wosk przez jego ucho. Woda syczy, wosk tężeje w kształt, który niczego nie przypomina, dopóki nie wyjmie się go i nie postawi przed świecą. Wtedy na ścianie pojawia się cień i zaczyna się to, po co wszyscy się zebrali: spór o to, co właściwie przedstawia.

Ta scena powtarza się w polskich domach od kilkuset lat i przetrwała dlatego, że od początku była bardziej zabawą niż wróżbą. Z tego samego powodu andrzejki są dobrym pomysłem na imprezę firmową. To jedyny wieczór w jesiennym kalendarzu, który nie wymaga od nikogo powagi, przemówień ani podsumowania roku. Wystarczy sala, kolacja, muzyka i jeden punkt programu, w którym każdy może wziąć udział bez wychodzenia na środek.

Skąd się wzięły andrzejki

Wieczór wróżb przypada w wigilię świętego Andrzeja, z 29 na 30 listopada. Najstarsza znana polska wzmianka o andrzejkowych zabawach pochodzi z 1557 roku i, jak przypomina National Geographic Polska, nie chodziło w niej jeszcze o poznawanie przyszłości. Chodziło o ostatnią huczną zabawę przed adwentem, po którym w kalendarzu zaczynał się czas wyciszenia.

Wróżby przyszły później i przez długi czas należały wyłącznie do panien. Pytanie było jedno: kto zostanie mężem i jak szybko. Wosk lany przez ucho klucza, buty ustawiane jeden za drugim od ściany do progu, kartki z imionami chłopców schowane pod poduszką, obierka z jabłka rzucana przez ramię, żeby ułożyła się w pierwszą literę imienia. Dla niezamężnej dziewczyny na wsi nie była to błahostka, bo od małżeństwa zależała jej pozycja w rodzinie.

Katarzynki, czyli wieczór dla chłopców

Kawalerowie mieli osobny termin, kilka dni wcześniej: wigilię świętej Katarzyny, z 24 na 25 listopada. Wróżyli rzadziej i ciszej. Najbardziej znany zwyczaj polegał na zerwaniu gałązki wiśni i wstawieniu jej do wody. Jeśli zakwitła na Boże Narodzenie, ślub miał być niedługo. Inny, mniej romantyczny, kazał schować pod poduszkę część damskiej garderoby i czekać na sen o przyszłej żonie. Oba zwyczaje opisuje portal Dzieje.pl, powołując się na etnografów.

Z czasem oba wieczory zlały się w jeden. Katarzynki prawie zniknęły, a andrzejki stały się zabawą dla wszystkich, w mieszanym towarzystwie i z wróżbami traktowanymi z przymrużeniem oka. Nikt już nie wierzy, że cień z wosku pokaże twarz przyszłego męża. Każdy za to chętnie powie, co w nim widzi, i dlatego ta zabawa wciąż działa.

Dlaczego listopad, a nie grudzień

Część firm świadomie przenosi wspólne wyjście z grudnia na koniec listopada i ma ku temu praktyczne powody. Grudzień jest zatłoczony: wigilie firmowe, spotkania z klientami, zamykanie roku, a w prywatnych kalendarzach jasełka w szkole i rodzinne przygotowania do świąt. Piątki przed świętami w salach i u dostawców znikają najszybciej. Koniec listopada jest luźniejszy, a nastrój mniej zobowiązujący.

Jest też powód mniej oczywisty. Wigilia firmowa ma swój ciężar: opłatek, życzenia od zarządu, podsumowanie roku. Andrzejki nie mają żadnego. Nie trzeba przemawiać, nie trzeba łamać się opłatkiem z kimś, z kim właśnie trwa spór o budżet, i nikt nie oczekuje, że wieczór będzie podniosły. Jak rozbroić niezręczną pierwszą godzinę grudniowego spotkania, opisuje tekst o wigilii firmowej. Na andrzejkach ta godzina rozbraja się sama, jeśli program jest dobrze ułożony.

Współpracownicy wznoszą toast kieliszkami podczas firmowego wieczoru

Wróżby, przy których nikt nie musi występować

Tu kryje się jedna pułapka. Lanie wosku w kuchni u babci działało, bo przy stole siedziało pięć osób, które znały się od zawsze. Na sali z osiemdziesięcioma pracownikami ten sam zwyczaj łatwo zamienić w występ: prowadzący wywołuje kogoś z nazwiska, ten ktoś leje wosk na oczach wszystkich, a sala czeka na żart. Połowa ludzi spędzi wtedy wieczór na pilnowaniu, żeby nie zostać wywołanym.

Lepiej sprawdzają się wróżby, do których się podchodzi, a nie te, na które się wychodzi. Kilka pomysłów, które da się tak ustawić:

  • Stanowisko z woskiem w rogu sali. Miska z wodą, klucz, świece i ktoś z zespołu, kto lubi zgadywać kształty. Ludzie podchodzą we dwoje albo we troje, kiedy mają ochotę, i odchodzą z kawałkiem wosku w kieszeni.
  • Wróżby z karteczek. Zamiast przepowiedni o mężu przepowiednie na przyszły rok w firmie, napisane wcześniej przez kilka osób z różnych działów. Im bardziej wewnętrzne żarty, tym lepiej, byle żaden nie celował w konkretną osobę.
  • Buty do progu w wersji drużynowej. Każdy dział ustawia po jednym bucie od ściany w stronę drzwi. Czyj but pierwszy dotknie progu, ten dział zamawia pierwszą kolejkę deseru. Działa w mniejszej firmie i dopiero po kolacji.
  • Wróżba w kadrze. W fotobudce z wydrukami szablon zdjęcia może nieść obok logo andrzejkowe hasło, a do kosza z rekwizytami ktoś z zespołu dorzuci karty, szal i kapelusz wróżbity. Pasek zdjęć z podpisem „Przepowiednia na 2027” wisi potem nad biurkiem dłużej niż niejeden dyplom.
  • Słowo na tafli. Przy fotolustrze zdjęcie podpisuje się palcem na lustrze. Wystarczy poprosić, żeby zamiast imienia każdy napisał jedno słowo na przyszły rok. Z wydruków po wieczorze robi się tablica przepowiedni w kuchni biurowej.

Wspólna cecha tych pomysłów jest prosta: każdy sam decyduje, czy i kiedy bierze udział. Ktoś z księgowości, kto nie lubi tłumu, podejdzie do miski z woskiem za dwadzieścia jedenasta, kiedy przy stanowisku nie będzie nikogo, i też wyjdzie ze swoją wróżbą.

Para pozuje z papierowymi rekwizytami na patyczkach: kapeluszem, muszką, okularami i wąsami

Jak ułożyć andrzejkowy wieczór

Andrzejki dobrze znoszą prosty plan. Na początek kolacja, bez przemówień albo z jednym krótkim powitaniem. Potem otwarcie stanowisk z wróżbami i muzyka w tle. Najwięcej ludzi zbiera się przy wosku i przy budce po deserze, kiedy pierwsza nieśmiałość już minęła, a do tańczenia jeszcze nikt się nie rwie. Parkiet zapełnia się zwykle godzinę później.

Dobrze jest też z góry ustalić, kto zaczyna. W każdej firmie jest ktoś, kto pierwszy poleje wosk i na cały głos ogłosi, że widzi w nim nowy ekspres do kawy. Jeśli tą osobą będzie ktoś z zarządu, reszta zespołu dostaje jasny sygnał, że dziś hierarchia zostaje w biurze. Taki sygnał działa lepiej niż każde zaproszenie do zabawy rzucone przez mikrofon.

Termin warto zamknąć wcześnie, bo ostatni piątek i sobota listopada należą do najbardziej obleganych weekendów jesieni: świętuje wtedy wiele firm w regionie naraz. Wycena zależy od liczby gości i godzin, dlatego dla firm przygotowujemy ją indywidualnie. Zasady współpracy są na stronie dla firm.

Co zostaje w szufladzie

Z całego wieczoru najdłużej zostaje kawałek wosku. Ktoś zabiera go do domu, ktoś kładzie obok monitora, a w styczniu, w środku kwartału, ten bezkształtny gruzełek wciąż przypomina, że w zespole są ludzie, którzy w plamie stearyny potrafili zobaczyć wspólny wyjazd nad morze. I że wystarczyło im do tego jedno ucho od klucza.

Na tej stronie:

Podobne wpisy

Może Cię zainteresować

Fotobudka 360 na evencie firmowym

Planujesz imprezę w Krakowie lub okolicy?

Pomożemy dobrać atrakcje do liczby gości, sali i budżetu