Burger King × Star Wars – fotobudka 360 na Dworcu Głównym w Krakowie
Restauracja Burger Kinga na krakowskim dworcu na jeden dzień przeniosła się do odległej galaktyki. Osiem godzin fotobudki 360, cosplayerzy z mieczami świetlnymi i klienci, którzy przyszli na burgera, a wyszli z filmem.

Poniedziałek, 11 maja, dziesiąta rano. Dworzec Kraków Główny żyje swoim zwykłym rytmem: walizki, zapowiedzi pociągów, kolejka po kawę. W restauracji Burger Kinga przy Pawiej coś się jednak nie zgadza. Nad kasami świeci „Galactic Menu”, ze ściany patrzy szturmowiec na całą jej wysokość, a między kioskami do zamówień leżą miecze świetlne i hełm Mandalorianina na piaskowej wydmie.
Lokal na jeden dzień przeniósł się do odległej galaktyki, a my mieliśmy dać gościom coś, co zabiorą ze sobą, kiedy tacka z jedzeniem już wróci na stos.
Platforma między kioskami
Fotobudka 360 stanęła w samym środku sali, między kioskami a scenografią z wydm. Bez wykładziny, bo posadzka restauracji i piaskowa dekoracja wyglądały na nagraniach lepiej niż cokolwiek, co moglibyśmy pod nią położyć. Pracowała osiem godzin, od dziesiątej do osiemnastej.
W restauracji na dworcu publiczność zmienia się co kilkanaście minut. Ktoś wpada przed pociągiem, ktoś czeka na przesiadkę, ktoś przyszedł specjalnie. Wszystko musiało więc działać od pierwszego podejścia: wejść na platformę, zrobić obrót, dostać film na telefon i zdążyć na peron.

Goście z odległej galaktyki
Najwięcej telefonów szło w górę przy cosplayerach. Ahsoka Tano w pełnej charakteryzacji, Darth Vader za jej plecami i Jedi w brązowym płaszczu, który na platformie kręcił się z dwoma mieczami świetlnymi naraz, niebieskim i zielonym. Z muralu na ścianie przyglądał się temu Grogu.

Dla klientów restauracji to była okazja, żeby stanąć w jednym kadrze z postaciami znanymi z ekranu i wyjść z krótkim filmem w zwolnionym tempie. Dla marki: filmy z jej lokalem w tle, które jeszcze tego samego dnia rozchodziły się po telefonach i relacjach.

Aktywacja tam, gdzie ludzie już są
Akcja w lokalu ma jedną przewagę nad stoiskiem na evencie: nikogo nie trzeba nigdzie ściągać. Wystarczy dać ludziom powód, żeby zostali pięć minut dłużej i wyszli z czymś, co pokażą znajomym. Film z platformy, z ulubioną sagą w tle, robi to lepiej niż ulotka przy kasie.
Planujecie podobną akcję w restauracji, galerii handlowej albo na evencie? Zobaczcie, jak pracujemy z firmami, albo napiszcie, co macie w głowie.

Planujesz imprezę w Krakowie lub okolicy?